Piece Of Mind

Tylko dla orłów (Where Eagles Dare)

Pada śnieg, silników warkot

W nocy się rozlega

Misję czas zacząć, pewni swego ludzie

Czekają by spaść prosto z nieba

 

Zamieć nie ustaje, ale oni muszą lecieć

To miejsce tylko dla orłów

 

Pod nimi wokół Alpy Bawarskie

Zdają się być w nich wpatrzone

Linie wroga dawno za nimi

Głęboko w śniegu schowane

 

Głęboką nocą z nieba spadają

To miejsce tylko dla orłów

Otaczają fortecę, jest coraz bliżej

Wznosi się wysoko do nieba

Jedyny sposób – kolejka linowa

Wspinaczka jest niemożliwa

 

Docierają na miejsce, być może za późno

Muszą próbować, by dnia nie zmarnować

 

Krzyki przerażenia, terkot karabinów

Odbija się echem w dolinie

 

Misja wypełniona, szykują się do odwrotu

Z samego Orlego Gniazda

 

Odważyli się dojść, gdzie nikt inny nie śmiał

Polecieli tam, gdzie tylko dla orłów miejsce

 

Objawienia (Revelations)

„O Panie Ziemi i Ołtarza

Pochyl się nad nami i usłysz nasz lament

Ziemskich władców niepewność poraża

Ludzie umierają, dookoła zamęt

Ściany ze złota stają się naszym grobem

Dzielą nas pogardy miecze

Więc swoich gromów nam nie szczędź

Lecz zabierz od nas naszą dumę”

(G. K. Chesterton)

 

Po prostu ukochana w czarnej otchłani

To nie jest miejsce dla niej

Ściany są zimne, a dusze wyją z bólu

Łatwa droga dla ślepców

I mądra ścieżka dla głupców

Co poznali Sekret Kata – uśmiech na jego twarzy

 

Światło Ślepców – ujrzysz je

Jad rozsadza mi kręgosłup

Oczy Nilu otwierają się – ujrzysz je

 

Kiedy pocałunek węża przyniosła

Oko Słońca na jej ustach rozbłysło

Księżyca blask chwytał moje srebrne łzy

Kiedy leżeliśmy w ponurym uścisku

Nasienie zasiane zostało w świętym miejscu

A ja patrzyłem i czekałem na Świt

 

Światło Ślepców – ujrzysz je

Jad rozsadza mi kręgosłup

Oczy Nilu otwierają się – ujrzysz je

 

Zjednocz nas wszystkich

Rozpal Wolnością i Nadzieją

Żadna burza ani mróz siarczysty

Nami nie zachwieją

Już czas, by oczy zamknąć

I deszcz z wiatrem uspokoić

Bo ten co stanąć ma w Koronie

Jest obserwatorem na Arenie

A jesteś nim ty

 

Lot Ikara (Flight Of Icarus)

Gdy słońce wschodzi ponad horyzont

Jakiś starzec staje na wzgórzu

Ziemia rozgrzewa się w pierwszych promieniach

Śpiew ptaka ciszę burzy

 

W jego oczach płomienie

To szaleńca spojrzenie

 

Leć odważnie niczym orzeł

I wzleć aż do słońca

Odważnie niczym orzeł

Leć by dotknąć słońca

 

Tłum się rozstępuje, pojawia się chłopak

Patrzy starcowi prosto w oczy

Rozpościera skrzydła, krzyczy do zebranych

„W imię Boże, ojcze ja lecę”

 

Jego oczy są jakby zamglone

Gdy tak leci na skrzydłach marzeń

Teraz już wie, że ojciec słowa nie dotrzymał

Skrzydła obracają się w popiół, w popiele mogiła

 

Leć odważnie niczym orzeł

I wzleć aż do słońca

Odważnie niczym orzeł

Leć by dotknąć słońca

 

Zginąć w walce (Die With Your Boots On)

Jeszcze jeden Prorok Klęski

Mówi, że okręt pójdzie na dno

Jeszcze jeden Prorok Klęski

Każe tobie liczyć koszt

Zwodzi nas Wizjami

Doświadcza nas strachem

Zapowiada Wojnę milionów

W nadziei, że się pojawi

 

Nie ma sensu pytać kiedy

Nie ma sensu pytać kto

Nie ma po co pytać jako to zasada

Nie ma po co pytać czyja to sprawa

Bo jeśli masz zginąć, jeśli zginąć masz

Bo jeśli masz zginąć, jeśli zginąć masz

 

Jeśli masz zginąć, w walce zgiń

Jeśli się postarasz, wytrzymasz trochę

Zapłacisz może, ale pójdziesz dalej

Jeśli masz zginąć, i tak zginiesz

 

Trzynasta Bestia łeb podnosi

Francuz jednak zamysł odkrył

W trzęsieniach ziemi i głodzie

Dyktator na powstanie

Panika, Śmierć, Zniszczenie

Wyleją się z piaskami na wschodzie

Lecz prawda wszystkich przepowiedni

I tak jest zawsze w tobie

 

Oni zginęli w walce

Tak, oni zginęli

Oni zginęli w akcji

My zginęliśmy – My zginęliśmy – My zginęliśmy

 

Nie ma sensu pytać kiedy

Nie ma sensu pytać kto

Nie ma po co pytać jako to zasada

Nie ma po co pytać czyja to sprawa

Bo jeśli masz zginąć, jeśli zginąć masz

Bo jeśli masz zginąć, jeśli zginąć masz

 

Jeśli masz zginąć, w walce zgiń

Jeśli się postarasz, wytrzymasz trochę

Zapłacisz może, ale pójdziesz dalej

Jeśli masz zginąć, i tak zginiesz

 

Kawalerzysta (The Trooper)

Ty zabijesz mnie, a ja ciebie zabiję

Ty strzelisz z muszkietu, a ja cię szpadą przebiję

Więc kiedy znowu szykujesz się do skoku

Lepiej się zatrzymaj, bo nie masz odwrotu

 

Trąbka do szarży wszystkich podrywa

Na tym polu bitwy nikt nie wygrywa

Ostry zapach dymu i oddechy koni

Rzucam się do przodu, na pewną śmieć gonię

 

Koń poci się za strach, zaczynamy grać

Potężny ryk rosyjskich dział

Galopujemy w stronę ludzkiego muru

Moi towarzysze padają wyjąc z bólu

 

Przeskakujemy leżące na ziemi ciała

Rosjanie znów wystrzelili z działa

Jest bardzo blisko, a wciąż tak daleko

I tak żaden z nas jutra nie doczeka

 

Zaraz się mierzymy, jesteśmy już blisko

Wtedy Rosjanin namierz mnie na muszkę

Pociąga za spust, czuje uderzenie

Seria strzałów powala konia na ziemię

 

Kiedy tak leżę i w niebo się wpatruję

Mam sucho w gardle i niczego nie czuję

Kiedy tak leżę zapomniany i samotny

Bez jednej łzy wydaję jęk swój ostatni

 

Martwa natura (Still Life)

Co widzisz w sadzawce, dobrze przyjrzyj się

Z ciemnych odmętów jakieś twarze zapraszają mnie

Dlaczego ich nie widzisz, wyraźnie widać je

Były tam przecież, nie wierzysz mi – wiem

 

Och… nigdy tak dziwnie się nie czułem

Och… rozumu jeszcze nie straciłem

 

Myślisz pewnie, że postradałem zmysły

Choć się nie odzywasz, twoje oczy mówią wszystko

Wpatruję się w wodę, godzinami tak siedzę

Coś mnie tam ciągnie, co robić mam nie wiem

 

Och… wszystkie siły wysysają

Och… bym został zapraszają

 

Koszmary… duchy mnie wzywają

Koszmary… żyć nie pozwalają

 

Życiodajna krew powoli odpływa

Czuję jak każdym dniem sił mi ubywa

Coś mi mówi, że długo już nie pociągnę

Na dnie sadzawki razem z nimi spocznę

 

Czuje… zaraz tu będą

Już… widzę je na pewno

 

Koszmary… nadchodzą bez przerwy

Koszmary… ukoją moje nerwy

 

Wszystko jasne wiem co mam zrobić

Muszę cię zabrać byś mógł na nie spojrzeć

Ręka w rękę, skoczymy razem na dno

Nie rozumiesz, że one taż ciebie pragną

 

Och… razem utoniemy

Na zawsze odejdziemy

 

Koszmary… bez przerwy wzywają

Koszmary… spoczywają w pokoju

 

Walka o ogień (Quest For Fire)

W czasach gdy dinozaury przemierzały ziemię

I pokrywały ją bagna, a ludzie w jaskiniach mieszkali

W epoce, gdy ogień był rzeczą najcenniejszą

Na poszukiwanie przestrzeni mężczyźni wyruszali

 

Obce plemiona napadały, by wykraść im ogień

A wilki skowytały w noc ciemną

Toczyli gniewną, zaciekłą walkę

By uratować potęgę światła i ciepła

 

W Poszukiwaniu ognia

Przemierzali świat cały

W Poszukiwaniu ognia

Wielkie człowieka odkrycie

 

Wierzyli, że gdy drewno przestanie się żarzyć

To płomień życia na zawsze się wypali

Nie wiedzieli, że iskry, co ogień dają

Powstają, gdy potrzeć patyk o kamień

 

Brnęli więc przez lasy i bagna niebezpieczne

Gdzie ludożercy i dzikie bestie

W poszukiwaniu nowego ognia

By odzyskać potęgę światła i ciepła

 

W Poszukiwaniu ognia

Przemierzali świat cały

W Poszukiwaniu ognia

Wielkie człowieka odkrycie

 

Słońce i stal (Sun And Steel)

 

W wieku lat 13 zabiłeś pierwszego człowieka

Instynkt zabójcy, najwyższa istota

W wieku lat 16 walczyć się nauczyłeś

I jak wojownik, swym prawem to uczyniłeś

 

Słońce na stal pada swoim światłem

Śmierć za życia twoim ideałem

A życie toczy się kołem

 

Poprzez ogień i wiatr, wodę i ziemię

W końcu przybyłeś – nic nie było zaskoczeniem

Przebiję się przez kamienie i ogień

Chwycę ciebie i twój miecz, przełamię na pół

Przełamię was obu na pół

 

Słońce na stal pada swoim światłem

Śmierć za życia twoim ideałem

A życie toczy się kołem

Co toczy się i toczy

 

Słońce na stal pada swoim światłem

Śmierć za życia twoim ideałem

A życie toczy się kołem

Co dalej się toczy

 

Ujarzmić ziemię (To Tame A Land)

On jest Królem tej ziemi

W Królestwie pustyni

Jest panem czasu przyszłego

 

Jemu poddane czerwie i Fremeni

Na planecie wśród gwiazd

Jest panem wieku przyszłego

 

Jemu pisane być Królem

On rządzi wszystkim

Na planecie zwanej Diuną

 

Woda z ciała twoim życiem

Bez niej zginąłbyś pewnie

Na Diunie tylko pustynia

 

Bez skafandra byś się usmażył

Na piasku tak suchym, co parzy

W świecie zwanym Arrakis

 

To kraina bogata w przyprawy

Pustynnych jeźdźców i myszy

Nazywane tutaj Muad Dib

 

Oto Kwitatz Haderach

Urodzony na Caladan

To on przyjmie Gom Jabbar

 

On ma moc prorokowania

I patrzenia w przeszłość

Jest władcą gwiazd wszystkich

 

Przyjdzie czas, gdy o koronę się upomni

Wrogowie zostaną w pień wycięci

Zobaczycie, że będzie najlepszy ze wszystkich

Najwyższy Mesjasz, prawdziwy przywódca

I gdy dzień sądu już nadejdzie

Nie lękaj się, on siłę ma

Stawi czoła złu i płomieniom, które ogarną ziemię

On ma moc położyć temu kres